Jesienne,
chłodne i ponure wieczory bez wątpienia sprzyjają spędzaniu czasu z dobrą
książką, aromatycznym napojem w ulubionym kubku. Jeszcze przyjemniej, jeśli opatulimy
się mięciutkim kocem w wygodnym, przytulnym łóżku, a paląca się w tle zapachowa
świeca umili nam czas tylko dla siebie. Lektura publikacji autorstwa Ewy Kołodziejek
pod tytułem „Walczymy z bykami”[1]
niewątpliwie natchnęła mnie do pewnych przemyśleń i zarazem zainspirowała do
napisania artykułu w odniesieniu do pewnych zagadnień lingwistycznych.

Tytułem wstępu dodam, że wspomniany
Poradnik językowy jest publikacją, walczącą z zaangażowaniem o poprawność, a
także zrozumiałość języka polskiego, którym posługujemy się każdego dnia. Książka
zawiera najbardziej interesujące felietony, a jednym z nich jest tekst o
ekstrawaganckim i zarazem intrygującym tytule „Elegant feel…”. On wywołał we
mnie mieszane emocje, które ostatecznie doprowadziły do śledztwa, które
przeprowadziłam w tym obszarze.

Nie da się ukryć, że
język angielski wiedzie prym także w polskim społeczeństwie, dlatego w
konsekwencji stał się naszym drugim językiem użytkowym. Słusznie zauważa
autorka felietonu, która twierdzi, że przyglądając się współczesnym nazwom
produktów dostępnych na polskim rynku, można wywnioskować, że Polacy bardzo
dobrze rozumieją język angielski, choć nie każdy obywatel potrafi się nim
komunikatywnie posługiwać. Z ogromną ciekawością zainteresowałam się tym
zagadnieniem. W ostatnim czasie zwracałam szczególną uwagę na nazewnictwo
produktów i towarów, które mijam, przechodząc między półkami w sklepach.

Kobiety w tym temacie
zapewne odnajdują się znakomicie, gdyż kosmetyki przeznaczone do różnych części
ciała i różnorodnych zabiegów pielęgnacyjnych obfitują w anglojęzyczne hasła,
nazwy i slangi. Zapewne dla wielu przedstawicielek płci pięknej walka z
cellulitem, to jak walka z wiatrakami. Jednakże preparat Eveline Slim Extreme 3
D Professional w połączeniu z innymi specyfikami o różnych stopniach „D”
mających na celu ujędrnić tu i ówdzie, czyli zazwyczaj pośladki, uda, biust
powinny zdziałać cuda. Nie wolno przecież czekać, trzeba „kuć żelazo póki
gorące”, a w zasięgu ręki już jawi się Slim Line 5D Antycellulit, Body Creator.
Nie zaszkodzi dodać sobie nieco pewności siebie, zatem warto sięgnąć po balsam
Bielenda Sexy Look, a co tam! Pozostaje jeszcze nie mniej istotna twarz, o
którą bez wątpienia trzeba dbać codziennie, więc krem Nivea Visage, Coco Clear
Mud Detox Mask, a do tego Vichy Slow Age tworzą idealną gamę odmładzającą oraz
upiększającą. To jednak nie koniec, bowiem pozostają usta, rzęsy, brwi, kości
policzkowe. Bez tuszu do rzęs Bourjois Twist Up Ultra Black 52 świata nie zawojujemy,
zatem nie pozostaje nic innego, jak pociągnąć szczoteczką z ultra czarną mazią
kilka razy i „kocie oko” mrugnie „tu i tam”, załatwiając kilka niezwykle
istotnych spraw. Revolution Ultra Bronzer nada odpowiedni odcień policzkom, zaś
szminka Golden Rose velvet matte lipstick doda każdej kobiecie odrobinę
elegancji i sznytu.

Środki czystości, to
kolejna grupa, która opiewa w nazwy wywodzące się z języka angielskiego. Coraz
bardziej popularne stają się produkty „bio”, nawet proszek do prania Bio Washing
Powder. Do płukania stosujemy Lenor Aromatherapy Elegant Feel. Dbałość o
porządek i czystość obowiązuje również w łazience oraz w kuchni. Popularnością w
tej materii cieszy się Cilit Bang Power Cleaner, który w okamgnieniu wyczyści
wszelkie brudy i nieczystości.

Trzeba przyznać, że te wszystkie nazwy są OK, bo angielskie określenia są cool, funny i amazing. Natomiast nazwy zaproponowane w naszym ojczystym języku nie wzbudzają większego zainteresowania, gdyż być może są zbyt banalne, mało chwytliwe, za bardzo polskie? Trudno nie zgodzić się ze stanowiskiem autorki, która twierdzi, że producenci towarów „żerują na naszym językowym snobizmie, nazywając polskie firmy z angielska[2]. A jakie są Wasze spostrzeżenia w tym temacie?


[1]E. Kołodziejek, Walczymy z bykami, Wydawnictwo PWN, Warszawa
2010.

[2]E. Kołodziejek, Walczymy…op. cit., s. 38.

Nieniejszy mail jest pułapką na osoby rozsyłające niechciane wiadomości. Prosimy o nie wysyłanie na niego żadnych wiadomości gdyż Państwa adres może zostać pernamentnie zablokowany. alexander@secretcats.pl. Jeśli jesteś właścicielem niniejszej strony możesz usunąć tę notkę jednak pamiętaj, że ta pułapka ogranicza niechciane maile wpadające na Twoje skrzynki pocztowe.
secretcats.pl - tworzenie stron internetowych